Osób online: 4

Menu



























Wolsztyńska TopLista najlepszych stron www


objaśnienie

Ostatnia aktualizacja:
2012-01-25


Ojca ma się jednego  (2011-07-02)
dodaj do: dodaj do facebooka  dodaj do śledzika  

Dzień Ojca jest czasem, kiedy szczególnie pamiętamy o tym, kto razem z matką, przekazał nam życie. Jednak większość ludzi otrzymała od niego nie tylko życie, ale wiele innych wartości. Dano nam dar ogromny i niepowtarzalny, dlatego że każdy z naszych ziemskich ojców jest jedyny i wyjątkowy. O jednym z nich, którego najbardziej poznałem, chcę nieco opowiedzieć.
 Moim Ojcem jest Wawrzyniec Kotlarski, ale nie tylko moim, lecz także sześciorga mojego rodzeństwa. Nasz Tata ma cztery córki: Anetę, Karolinę, Paulinę i Ewelinę oraz trzech synów: Karola, Adriana i Pawła. Paweł z pewnością jest świętym w niebie, bo wierzę, że trafił tam po chorobie nowotworowej, na którą zmarł mając zaledwie osiem lat. Mam nadzieję, iż dołączyła tam do niego nasza Mama, Aleksandra, której nie ma już po tej stronie życia. Jednak nie o naszej siódemce i Mamie ma być w tym artykule mowa, dlatego wracam do tematu Ojca.
 Nasz Ojciec nie nauczył nas pływać, jeździć na nartach czy grać w szachy. Bo pływać sam nie umie, w szachy nie gra a o jeździe na nartach ma takie pojęcie jak ja, czyli żadne. Czy oznacza to zatem, że mamy kiepskiego Tatę, który niczego nas nie nauczył? Z całą pewnością nie, bo nauczył nas wielu zdecydowanie ważniejszych rzeczy.
 Pierwszym jego sukcesem jest to, że nas wychował. Całą naszą gromadkę uczył jak żyć i nadal uczy tej sztuki. Moje starsze rodzeństwo pamięta jeszcze w tym procesie Mamę.  Ja natomiast jestem najmłodszy i kiedy jej zabrakło, miałem pięć lat, moje rodzicielskie wychowanie otrzymałem w większości od Taty.  A jakie ono było ?
 Z całą pewnością naznaczone jego własnym przykładem. Całymi godzinami, dniami i latami mogliśmy z bliska przyglądać się jak pracuje i trudzi się dla dobra rodziny. Prowadzenie dużego gospodarstwa wymagało od Niego wiele wysiłku, ale uczył nas tym samym pracowitości, bo każdy z nas, proporcjonalnie do wieku i możliwości, w tym trudzie uczestniczył. Nauczył nas cierpliwości, jaką nabywa się przy pracy na roli, kiedy czas zbioru plonów, poprzedzić musi długi okres uprawy ziemi, zasiewu i pielęgnacji.
 Tata ciągle uczy nas życzliwości i otwartości na drugiego człowieka. Zawsze potrafi zamienić parę słów z ludźmi, których spotyka na swej drodze. Przez całe życie pokazuje nam, że praca dla społeczeństwa zaczyna się już w naszej wiosce, bo przez dwie dekady kierował działalnością Kółka Rolniczego w Kębłowie i działał w radzie sołeckiej. Uczył nas miłości i ofiarności dla naszej Małej Ojczyzny, kiedy pracował społecznie przy organizacji różnego rodzaju imprez, a nawet budował most. To wszystko czynił bezinteresownie.
 Nasz Tata nie wychowywał nas bezstresowo, i bardzo dobrze, bo strach pomyśleć, jakie przyniosłoby to u nas efekty. Jednak nie często musiał  nas karcić, a za każdym razem, kiedy to robił, doskonale wiedzieliśmy, za co się nam dostało. Dzisiaj, gdy większość z rodzeństwa ma już własne dzieci, doskonale rozumiemy i doceniamy każdego klapsa. Zawsze uczył nas prawdy i odpowiedzialności.
 Nikomu z nas nie dał worka pełnego pieniędzy na drogę w dorosłe życie. Dał natomiast ogromny bagaż doświadczeń, wartości i zasad. Jest w nim miłość, trud, pracowitość, prawda, uczciwość, siła charakteru i ufność we własne siły. Znaleźć tam można także optymizm, bo Tata wielokrotnie powtarzał, że nie ma sytuacji bez wyjścia i na pewno ma rację.
 Tyle, pokrótce każdy z nas jednakowo zawdzięcza Tacie.  Otrzymaliśmy także wiele indywidualnie, bo przecież jesteśmy różni. Teraz mogę mówić już tylko o tym, co sam Mu zawdzięczam.
 Ojciec zaszczepił mi prostą i szczerą wiarę w Boga, która zgina kolana do codziennego pacierza. Wiele razy widziałem Go, kiedy się modlił i była to dla mnie najlepsza katecheza. Nauczył mnie przywiązania do tradycji, która komuś może wydawać się staroświeckością, ale niewątpliwie jest w niej piękno. Bo, jak inaczej opisać sytuację, kiedy rolnik potrafi nauczyć synów między innymi orać ziemię koniem, kiedy tę pracę sam od dawna wykonuje ciągnikiem.
 Tata przekazał mi pasję do koni. Z jego pomocą uczyłem się obejścia przy tych wdzięcznych, ale i niebezpiecznych zwierzętach, czego na własnej skórze doświadczyłem. Nauczył mnie powożenia i jest dobrym instruktorem w jeżdżeniu wierzchem.
 Dzięki Ojcu pokochałem moją Małą Ojczyznę, w której gąszczu lasów, łąk i pól po dziś dzień potrafię odszukać kamienie graniczne naszych działek. On poznawał mnie z ludźmi, którzy niekiedy mówią o mnie Młody Wawrzyn i wcale mi to nie przeszkadza, ale cieszy.
 Tata jest dla mnie skarbnicą wiedzy o przodkach i lokalnej historii. Chciałbym wiedzieć tyle o moich dziadkach co On. Nie ma szczególnego wykształcenia, ale na pewno jest mądry dzięki wielu doświadczeniom, często także bolesnym, których życie nigdy Mu nie szczędziło.
 Nigdy nie musieliśmy dużo rozmawiać, bo mężczyźni wcale nie używają wielu słów, aby się zrozumieć. To On pierwszy rozpoznawał oznaki mojego powołania i nie sprzeciwiał się, żebym poszedł do klasztoru. A niewątpliwie chciał mi zapisać gospodarstwo i miał dla mnie inne plany, ale pozwolił mi pójść, mimo iż miałem zaledwie szesnaście lat. Za to jestem mu szczególnie wdzięczny.
 Mojemu Ojcu w życiu na pewno nie wszystko się udało, bo przecież każdy, obok sukcesów, doświadcza także często zupełnie niezawinionych niepowodzeń. Wiem jednak, że Tata w życiu zawsze kieruje się dobrem i miłością do nas. A miłość to nie jest tylko uczucie, ale postawa, która objawia się w czynach. W tym szczególnym dniu pragnę razem ze wszystkimi Jego dziećmi za tę miłość szczególnie Mu podziękować i życzyć wszystkiego, co dobre i piękne.

 


Fr. Adrian Kotlarski OMI
Artykuł ukazał się w Głosie Wolsztyńskim Nr 11/2011

 

 

 

 





Copyright © by www.keblowo.pl 2004 - 2020. Administrator serwisu Damian Sarbak.
Zezwala się na wykorzystywanie materiałów zawartych na stronie w innych publikatorach pod warunkiem podania źródła ich pochodzenia.